Przybyło… 25

   Jakiś czas temu już pisałem, że muzyka tworzona przez Pink Floyd należy do moich ulubionych. Słucham jej od niepamiętnych czasów i jestem pewien, że nigdy nie będę miał jej dość. Nie ukrywam, że swoją przygodę z muzyką tego zespołu rozpocząłem od albumu „Atom Heart Mother”. To ten krążek mnie tak mocno zachwycił, że później starałem się dotrzeć do kolejnych nagrań grupy. Oczywiście dużo chętniej słuchałem tych wydanych po wspomnianym albumie, do tych wcześniejszych musiałem się przekonywać zdecydowanie dłużej. Teraz nie dzielę już muzyki PF na łatwiejszą i trudniejszą w odbiorze, staram się raczej wybrać do słuchania taki album, który odpowiada mojemu nastrojowi w danej chwili. A rozpiętość stylistyczno – klimatyczna tych albumów jest na tyle szeroka, że muzyka PF jest w stanie wypełnić niemal każdy mój dzień, w odpowiedni sposób tonując lub pobudzając określony nastrój.

   Nie miałem i zresztą wciąż nie mam wszystkich płyt zespołu. Słuchałem głownie kaset, w zdecydowanej większości kopiowanych. Teraz w miarę możliwości staram się powiększać liczbę krążków, żeby móc spokojnie wybierać z półki, a nie szukać łączonych nagrań na kasetach lub posiłkować się internetem.

   Spory czas temu udało mi się uzupełnić płytotekę o kilka albumów, zarówno tych wcześniejszych, jak i ostatnich. Wśród nich znalazły się albumy: „The Piper at the Gates Of Dawn” (1967), „Soundtrack from the Film More” (1969), „Obscured By Clouds” (1972), „A Momentary Lapse Of Reason” (1987), „Delicate Sound Of Thunder” (1987), „The Division Bell” (1994), „The Endless River” (2014).

   Jeszcze sporo tytułów brakuje, ale i te wystarczają, by cieszyć się wyjątkową muzyką Pink Floyd.

   Pamiętam, jak przed bardzo wielu laty w jakimś programie telewizyjnym usłyszałem wywiad z muzykiem, którego niepowtarzalny głos oraz wyjątkowe brzmienie gitary niezmiennie mnie zachwycają. Wielki człowiek powiedział wtedy, że gdy zjawił się podczas przygotowań sceny do koncertu z racji swojego wyglądu został wzięty za członka obsługi technicznej. Chris Rea, bo o nim mowa, rzeczywiście nie przykładał wielkiej wagi do scenicznego wyglądu, zawsze był i zapewne zostanie taki „swój”. I taki „swój” był i wciąż jest w przypadku wykonywanej muzyki. Oparte na bluesie, popowo-rockowe utwory zawsze mi się podobały, zawsze bardzo dobrze wpływały i wpływają na mój nastrój.

   Podobnie, jak w przypadku wielu innych artystów, miałem jakieś pojedyncze utwory lub płyty skopiowane na kasetach, miałem też pirackie płyty, brakowało mi płyt oryginalnych. Dlatego skorzystałem z promocji i nabyłem zbiór pięciu albumów. Jak wspomniałem już bodajże w przypadku zbioru płyt Jana-Michela Jarre’a, nie przepadam za płytami wydawanymi w tekturkach, ale brak miejsca w mieszkaniu zmusza do poszukiwania takich zbiorów. Nie da się ukryć, że cena też odgrywa w tym przypadku swoją rolę…

   W pudełku znalazły się takie oto albumy: „Water Sign” (1983), „Shamrock Diaries” (1985), „On The Beach” (1986), „Road To Hell” (1989) i „Espresso Logic” (1993). Fajnie by było, gdyby ktoś wydał kolejne takie zbiorki.

Ray

**********ENGLISH VERSION**********

Arrived… 25

   Some time ago I wrote that the music made by Pink Floyd is one of my favorites. I have been listening to it since time immemorial and I am sure I will never get enough of it. I must admit that my adventure with the music of this band started with the album “Atom Heart Mother”. It was the album that delighted me so much that later I tried to get to the next recordings of the group. Of course, I was much more willing to listen to those released after the mentioned album, I had to convince myself of the earlier ones much longer. Now I don’t divide PF’s music into easier and more difficult to listen to, I rather try to choose an album that suits my mood at the moment. And the stylistic and climatic range of these albums is so wide that PF’s music is able to fill almost every day of mine, toning down or stimulating a certain mood in an appropriate way.

   I did not have and still do not have all of the band’s albums. I listened mainly to tapes, most of them copied. Now, as much as possible, I try to increase the number of discs so that I can easily choose from the shelf, and not look for combined recordings on cassettes or use the Internet.

   A lot of time ago, I was able to supplement my disc collection with a few albums, both the previous and the last ones. Among them there were albums: “The Piper at the Gates Of Dawn” (1967), “Soundtrack from the Film More” (1969), “Obscured By Clouds” (1972), “A Momentary Lapse Of Reason” (1987), “Delicate Sound Of Thunder” (1987), “The Division Bell” (1994), “The Endless River” (2014).

   I still miss a lot of titles, but these are enough to enjoy the unique music of Pink Floyd.

   I remember how many years ago, in some TV program, I heard an interview with a musician whose unique voice and unique guitar sound constantly delight me. This man said then that when he showed up during the preparations for the stage for the concert, he was taken for a member of technical crew because of his appearance. Chris Rea, because I’m talking about him, did not pay much attention to the stage appearance, he has always been and will probably remain his “own”. And this is what he was and still is in the case of the music performed. I have always enjoyed the blues-based pop-rock songs, they have always influenced my mood very well.

   As with many other artists, I had some single tracks or CDs copied on cassettes, I also had copied CDs, I missed the original CDs. That’s why I took advantage of the promotion and purchased a collection of his five albums. As I have already mentioned, in the case of the collection of Jean-Michel Jarre’s records, I do not like CDs in cardboards, but the lack of space in the apartment forces me to look for such collections. It cannot be denied that the price also plays a role in this case …

   The box included the following albums: “Water Sign” (1983), “Shamrock Diaries” (1985), “On The Beach” (1986), “Road To Hell” (1989) and “Espresso Logic” (1993). It would be nice if someone released more such this kind of collections.

Ray