Nawigacja

2017.09.20 - Ojciec - Teatr Ateneum/ Warszawa

Czy można w mniej więcej pół godziny ująć w słowa, ruchy, gesty i mimikę twarzy paroletnie postępowanie jednej z najczęstszych ostatnimi czasy chorób, które trapią ludzi? Czy można oddać w tak krótkim czasie ogrom zniszczeń w organizmie, pokazać niemożliwą do wygrania walkę z chorobą? Czy można pokazać ogrom pracy, nerwów, poświęcenia osób, które opiekują się chorymi na Alzheimera? Czy można stworzyć przedstawienie o chorym na tę chorobę, a do tego nie popaść w sentymentalizm, nie spłycić powagi ludzkich cierpień? Czy w ogóle da się cokolwiek z cierpień chorych i ich bliskich przedstawić w formie sztuki?

Otóż można! Można, bo dobitnym przykładem owej mocy jest przedstawienie „Ojciec”, grane na deskach stołecznego teatru „Ateneum”. Warto, powiem więcej - trzeba pójść na ten spektakl nie tylko dla znakomitego tekstu, skrótowo, ale ze szczegółową znajomością ujmującego wszystkie fazy postępowania tej strasznej choroby, ale dla odtwórcy głównej roli, który owe fazy zagrał tak, jak by ich nie zagrał, jak by naprawdę przechodził je wszystkie!

Tekst „Ojca” napisany został przez Floriana Zellera, współczesnego pisarza i dramatopisarza francuskiego (urodzonego w 1979 roku), który ma na swoim koncie kilka powieści i dramatów. Sztuka powstała w 2012, jej premiera miała miejsce w 2014 w Paryżu, w 2015 roku na jej podstawie powstał film „Floride, natomiast w kwietniu bieżącego roku, dramat miał swoją warszawską premierę. Tekst dramatu został przetłumaczony przez Bogusława Frosztęgę, a reżyserią zajęła się Iwona Kempa.

Na scenie śledzimy wszystkie fazy utraty pamięci, utraty świadomości przez ojca André (Marian Opania), którym opiekuje się córka Anne (Magdalena Schejbal), mieszkająca z mężem Pierrem (Przemysław Bluszcz), wynajmującymi do pomocy nad ojcem opiekunkę Laurę (Paulina Gałązka). Zaczyna się od „gubienia/ kradzieży” zegarka, pojawiają się luki w pamięci, pojawiają się dziwne osoby, faza złości i krzyków, cofania się w przeszłość (wracają dawno zmarli rodzice, znajomi sprzed lat), wreszcie następuje właściwie całkowita utrata kontroli nad własnym organizmem, człowiek znów staje się „dzieckiem”.

Dla chorego postęp choroby jest straszny, gdy ma jeszcze świadomość, że zaczyna coś i się gubić, że zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością, buntuje się przeciwko temu, ale i tak nic nie może na to poradzić, bo nie zatrzyma choroby, nie przygotuje się na utratę świadomości, jak i na postępy jego choroby nie są w stanie przygotować się jego bliscy. Od ich kondycji, wytrzymałości, miłości, wewnętrznej siły, samozaparcia bardzo dużo zależy. Bo najgorsza w tym wszystkim jest niemoc, świadomość, że cokolwiek by się robiło, nie da się zatrzymać postępów choroby. A pracy nad chorującym jest coraz więcej.

Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem w takich przypadkach byłoby utworzenie specjalnych ośrodków z wykwalifikowanym personelem. Bo jedna osoba nie da rady, bo nawet przy wsparciu bliskich ciężko jest sobie poradzić. Takie ośrodki winny być jednak dostosowane do naszych kieszeni, a jednocześnie winni być w nich zatrudnieni ludzi, którzy oczywistej potrzebie nie poddawania się, nie popadania w sentymentalizm nie byliby jednak pozbawieni empatii. A tej jakże często brakuje…

Jak wspomniałem, warto pójść na ten spektakl głównie dla zobaczenia odtwórcy głównej roli – Mariana Opani. Jeśli ktoś widział, jak postępuje choroba rozpozna jej wszystkie fazy w grze pana Mariana. Jeśli ktoś nie miał okazji zobaczyć, co Alzheimer robi z człowiekiem dowie się z tej sztuki więcej niż z tysiąca przeczytanych stron w internecie. Pan Marian Opania zrobił rzecz mistrzowską, rzecz wręcz niewyobrażalną. Nie spłycił, nie przegiął, nie rozwlekł, nie skrócił, po prostu pokazał te wszystkie fazy, jak gdyby sam przechodził tę chorobę. Zmieniał się sposób mówienia, chodzenia, zmieniała się mimika twarzy, można było wręcz odnieść wrażenie, że jego ciało, jego twarz chudnie wraz z postępem choroby. Ten obraz pokazuje więcej niż wspomniany internet, niż naukowe księgi, czy filmy. Pokazuje człowieka, który traci siebie, traci swoje człowieczeństwo wraz z postępująca demencją. Bo utrata możliwości myślenia (bez względu, czy za prawdę uznamy słynne kartezjańskie „myślę, więc jestem”, czy nie), w jakiś sposób pozbawia nas siebie, ubezwłasnowolnia, wiec w jakiś sposób pozbawia nas społeczeństwa.

Sztuka pokazuje też niemoc tych wszystkich, którzy żyją z chorym. Bez względu na to, czy chcą zatrzymać ojca u siebie (Anne), czy zawieźć go do zakładu (Pierre), wszyscy nie mają żadnego wpływu na zatrzymanie i rozwój choroby. Ta niemoc jest właśnie najgorsza…

Ray

tekst: Florian Zeller
tłumaczenie: Bogusław Frosztęga
reżyseria: Iwona Kempa
scenografia i kostiumy: Justyna Elminowska
reżyseria światła i projekcje: Mateusz Wajda
obsada: Marian Opania, Magdalena Schejbal, Przemysław Bluszcz, Paulina Gałązka, Dariusz Wnuk, Paulina Kondrak
premiera: 08.04.2017

foto ze strony Teatru Ateneum, wyk: Krzysztof Bieliński

44 czytań