Nawigacja

Joyce Carol Oates - "Tatulo"

Joyce Carol Oates - "Tatulo".

WAB, Warszawa, 2014


Jeśli ktoś się przypadkiem zastanawia, jak napisać o sprawach strasznych, trudnych, przerażających, to zachęcam do sięgnięcia po książki Joyce Carol Oates. Mnie ostatnio wpadła w ręce książka „Tatulo” i powiem szczerze, że chociaż nie jest to pierwsza książka Oates, którą czytałem, to i tak byłem zaskoczony, jak jej się udaje tak napisać, że z jednej strony robi się nam zimno, że ciarki przechodzą nam po plecach, z drugiej zaś czytamy z jakimś dziwnym spokojem, nerwy mimo wszystko trzymamy na wodzy, wierząc zapewne, że zło zostanie ukarane. Nie zmienia to oczywiście faktu, że złość w nas zostaje, że niezgoda na taki świat tkwi w nas głęboko, że świadomość, że ofiara(y) takich czynów, nigdy nie będzie już mogła spokojnie żyć na tym świecie. Czasu cofnąć się nie da, głowy wyczyścić z doznań również nie.

Młoda mama wychodzi ze sklepu ze swoim pięcioletnim synkiem, nagle zostaje uderzona w tył głowy, upada, wypuszcza rękę dziecka, które zostaje zabrane przez nieznanego sprawcę i uprowadzone. Sytuacja, jakiej nie życzymy nikomu, a która niestety się zdarza.
Matka nie straciła przytomności, próbuje zatrzymać samochód, który ciągnie ją przez pewien czas po parkingu, powodując kilka poważnych uszkodzeń ciała. Kobieta już nigdy nie będzie wyglądać i poruszać się jak przed wypadkiem, ale też doznaje oczywistych poważnego szkód w psychice. Najbardziej dręczy ją jedna kwestia, dlaczego wypuściła rękę dziecka?!

Chłopiec został porwany przez samotnego osobnika - pedofila, który już nie pierwszy raz dokonał takiego porwania, a który po podrośnięciu chłopców, zwyczajnie się ich pozbywał, na ich miejsce sprowadzając nową ofiarę. Poza seksualnym wykorzystywaniem, „Tatulo”, bo tak na siebie każe mówić – prowadzi ostry, zdecydowany, zimny chów swoich „synów”, zmuszając ich do wierności, służalczości, do pracy.

Kiedy czytamy tę, czy jej podobne książki, złość wzbiera nas przynajmniej dwa razy. Raz dlatego, że nie mieści się nam w głowach, że można dokonywać takich przestępstw, chcielibyśmy najchętniej natychmiast własnymi, gołymi rękami wymierzyć sprawiedliwość takiemu „człowiekowi”. Z drugiej zaś nie mieści nam się w głowach, że nikt nie zauważa, że taki „człowiek” jest zboczeńcem, mordercą, psychopatą. A przecież „widać” to na każdym kroku. Nie mieści się nam w głowach, że ludzie nie intryguje, dlaczego on ciągle ma nowe dzieci, każde inne. Gdzie są sąsiedzi, nauczyciele, stróże prawa? No właśnie, to jest nas, ludzi największy problem. Bo przecież wsadzanie nosa w cudze sprawy jest niewłaściwe, może być może być uznane za wścibstwo. A co będzie, jak okaże się, że dany osobnik jest niewinny? Kiedy zatem zwracać uwagę, kiedy zatem mają prawo wkraczać instytucje, żeby nie przegiąć w drugą stronę (a takie przypadki też przecież znamy).

Ciężko się czyta takie książki, kiedy mamy świadomość, że ten świat (tak naprawdę – ludzie) jest tak zły, tak okrutny. Z drugiej przecież widzimy na każdym kroku, że taki właśnie jest, że wszelkie idee, jakie są nam wpajane, nijak się mają do rzeczywistości. Świat nie jest taki piękny, jak byśmy chcieli. Niestety…

Ray

42 czytań