Nawigacja

2017.09.16-17 - Literacki Piknik nad Wisłą

2017.09.16-17 - Literacki Piknik nad Wisłą, Bulwary Wiślane, Warszawa

Wszystkim spragnionym krążenia między stoiskami z książkami zapewne brakuje Warszawskich Targów Książki, które odbywały się jesienią w Warszawie. Niestety ta impreza zniknęła z kalendarza, a w jej miejsce organizator Międzynarodowych Targów Książki, firma Murator Expo postanowiła powołać do życia imprezę, która w jakimś stopniu wypełniłaby powstałą pustkę. Mało tego, Literacki Weekend nad Wisła ma szansę, by stać się nawet jeszcze ciekawszą imprezą, bo organizowaną na powietrzu, bo otwartą dla osób, które być może z własnej woli na targi by nie trafiły, a spacerując wiślanym bulwarem mogą natknąć się na stoiska z książkami. Pomysł to zatem ze wszech miar interesujący i całkiem dobrze przygotowany - przynajmniej w założeniach. Niestety do tej organizacji nie dopasowała się pogoda, która zdecydowanie pokrzyżowała plany organizatorom. Chociaż nie wyszło wszystko tak, jak powinno, to uważam, że ta ilość ludzi, która trafiła w ten weekend nad Wisłę w pełni potwierdziła, że warto dalej pracować nad imprezą.

Poza wspomnianą pogodą, która popsuła nastroje tym, kórzy przybyli na bulwar, i która zapewne zniechęciła liczne grono czytelników do przyjazdu nad Wisłę, wydaje mi się, że na średnią frekwencję wpłynęła też zbyt mała promocja samej imprezy. A uważam, że warto ją reklamować, bo dla miłośników książek i spotkań z ich twórcami taki piknik jest miejscem wymarzonym.

No właśnie, piknik był tylko miejscem, gdzie można było nabyć sporo tytułów (w tym kilka premierowych) w cenach zdecydowanie przystępniejszych niż w oficjalnym obiegu. Swoje książki zaprezentowało kilkudziesięciu wydawców, było zatem w czym wybierać. Ale samemu wybieraniu książek towarzyszyły również spotkania z autorami. Było ich całkiem sporo, mnie udało się trafić na cztery.

W sobotę, 16. września 2017 miałem okazję posłuchać i pośmiać się na spotkaniu z prof. Jerzym Bralczykiem. Spotkanie prowadził pan Jerzy Kisielewski, który miał spory problem z prowadzeniem rozmowy, albowiem prof. Bralczyk „czepiał się” ogromnej ilości zdań wypowiadanych przez prowadzącego. Było zatem niezwykle wesoło. A do tego mogliśmy sobie uświadomić, jak bezrefleksyjnie używamy ogromnej ilości zwrotów, które nic nie znaczą, czy sobie przeczą, które czytane literalnie są po prostu bezsensu („idziemy jeden za drugim”, „cofać do tyłu”). Ale weszły do naszego języka i zapewne ciężko będzie je z niego wyplenić. Oczywiście po rozmowie, profesor z chęcią podpisał wszystkie książki.

Miejsce profesora zajął następnie Jacek Dehnel, który opowiedział o próbie stworzenia specjalnej organizacji, której zadaniem miałaby być pomoc młodym literatom, a potem opowiedział, jak pracował nad jego „bernhardowską” książką, czyli „Krivoklatem”.

I wreszcie bohaterem trzeciego spotkania był Jakub Małecki, autor m.in. znakomitego „Dygotu”. Pan Jakub nie należy do osób nazbyt gadatliwych, ale skutecznie udawało mu się „walczyć na słowa” z prowadzącym spotkanie Piotrem Dobrołęckim, redaktorem naczelnym Magazynu Literackiego Książki. Tematem przewodnim spotkania była nowa książka pisarza, zatytułowana „Rdza”.

W niedzielę udało mi się dotrzeć tylko na spotkanie z Jakubem Żulczykiem. W porze obiadowej zaczęło padać. Przygotowany na kolejne spacery między namiotami przeżyłem szok, gdy dojrzałem pusty bulwar, pozamykaną większość namiotów i tylko pojedynczych ludzi próbujących znaleźć jakieś miejsce, gdzie można się było schronić przed deszczem i zimnym wiatrem. Na szczęście okazało się, że nie zrezygnowano ze spotkania, tylko zostało ono przeniesione do pobliskiego budynku. Na spotkanie z panem Jakubem przybyło liczne grono wielbicieli, ale trudno się dziwić, bo autor jest osobą wygadaną, otwartą, zdecydowaną, a zatem osobą, z którą można pogadać o wszystkim i niczym. I za każdym razem będzie ciekawie. Autor opowiedział o początkach swojego pisarstwa, o pracy nad kolejnymi książkami i scenariuszami, zdradził też kilka sekretów związanych z jego książką „Wzgórze psów”.

Na zakończenie muszę dodać, że poza stoiskami i spotkaniami z autorami, można było obejrzeć wystawy, posłuchać wykładu i koncertów. Mimo brzydkiej pogody warto było dotrzeć na Piknik. Mam nadzieję, że odbędzie się też za rok. A dyrektor Muratora wspomniał, że myśli też o wiosennej edycji pikniku. Trzymamy go zatem za słowo.

Ray

**********
Nie miejsce to promocję własnej osoby, ale jak już znalazłem na stronie organizatora zdjęcie, na którym mam aż tak zadowoloną twarz, nie mogłem się powstrzymać przed zamieszczeniem tej fotki na stronie, albowiem udowadnia, że nawet takie smutne postacie, jak ja cieszą się z obecności na literackim pikniku...

Autorką zdjęcia jest pani Małgorzata Kanownik

61 czytań