Nawigacja

Bukareszt. Miasto pamięci. Przewodnik

"Bukareszt. Miasto pamięci. Przewodnik"

Studenckie Koło Naukowe Historyków UW, Warszawa, 2017


Kiedy spojrzałem na mapę Europy doszedłem do wniosku, że jedną z najmniej znanych, ale też najrzadziej wymienianych w polskich mediach stolic jest Bukareszt. Ostatni raz głośno o stolicy Rumunii było tak naprawdę w trakcie „Jesieni narodów”, a potem… a potem tak Bukareszt, jak i zresztą cała Rumunia zniknęła z polskiej świadomości.

Ponieważ w ubiegłym roku „odkryłem” ten kraj dla siebie, postanowiłem dowiedzieć się o nim więcej, poznać jego historię, kulturę, ludzi. A jeśli się chce, okazje zaczynają pojawiać się same. Dzięki Instytutowi Rumuńskiemu dowiedziałem się, że 05.06.2017 w Instytucie Historii Uniwersytetu Warszawskiego będzie miała miejsce promocja książki – przewodnika, zatytułowanego „Bukareszt. Miasto pamięci. Przewodnik”.

Książkę napisali byli i obecni studenci historii UW, którzy otrzymali finansowe wsparcie do stworzonego przez siebie programu „Pamięć o totalitaryzmach w przestrzeni miejskiej”. W ramach tego programu młodzi historycy opisali już Berlin i Budapeszt. W tym roku postanowili podzielić się swoimi wrażeniami z wizyty w Bukareszcie. W tym miejscu muszę trochę skorygować określenie „przewodnik”. Albowiem owszem jest to rodzaj przewodnika, w którym zaznaczono i opisano kilka miejsc i obiektów, ale właśnie słowo „kilka” ma w tym wypadku znaczenie. Albowiem historycy skupili się na opisaniu miejsc, które wydały im się ważne w kontekście wspomnianego programu. A że większość z nich w pełni pokrywa się z najciekawszymi miejscami Bukaresztu to tylko lepiej dla nas, potencjalnych zwiedzających.

Ponieważ autorów było kilku, zatem i opisy bywają różne, najistotniejsze jest jednak to, że z każdego możemy dowiedzieć się o okolicznościach powstania i póżniejszej historii danego miejsca. Oczywiście przyjęta formuła książki – przewodnika wymusiła na autorach, aby pilnowali ilości zapisanych słów, zatem nie są to opisy wyczerpujące, ale wystarczające, by poznać historię dane miejsca, by się nim zainteresować. W książce znajdziemy zatem opisy Grobu Nieznanego Żołnierza i Mauzoleum w parku Karola I, Przejdziemy się ulicą Calea Victoriei oraz odnajdziemy miejsca związane z Mirceą Eliade. Trafimy do żydowskiego Bukaresztu i więzienia w Forcie 13 Jilava. Nie mogło zabraknąć informacji o Domu Wolnej Prasy, Narodowym Muzem Historii Rumunii i Pałacu Parlamentu. Trafimy też na Plac Rewolucji i Uniwersytecki, do willi „słońca Karpat” i na cmentarz, gdzie został pochowany. Wreszcie zobaczymy budynek, w którym mieściła się Securitate, Pomnik Walki z Komunizmem, a także dwa muzea: Muzeum Rumuńskiego Chłopa i Muzeum Wsi.

Jak widać trafimy w miejsca, w których zachował się urok „małego Paryża”, czyli Bukaresztu z XIX i początku XX wieku, zobaczymy miejsca, które wiążą się z powstaniem państwa rumuńskiego, jak i tymi związanymi już z państwem komunistycznym (oczywiście te socrealistyczne wciąż górują nad miastem). Oglądając poszczególne miejsca, wspólnie z autorami przewodnika wnikamy w historię państwa rumuńskiego, ale nie zabrakło też w zamieszczonych tekstach licznych odniesień do społeczeństwa, jego obyczajów, tradycji, kultury.

Jeśli ktoś chciałby zacząć swoją przygodę z Rumunią, może, a nawet powinien sięgnąć do tego przewodnika, bo zachęci go do bezpośredniego kontaktu z tym krajem, otworzy oczy na wiele spraw, zniszczy też wiele (a pewnie kilka nowych stworzy) stereotypów. Będzie znakomitą trampoliną do dalszych, bardziej szczegółowych poszukiwań i przemyśleń.

Na zakończenie muszę wspomnieć o samej promocji. Na spotkanie z czytelnikami przybyło trzech naprawdę znakomitych prelegentów, nie tylko znających się na rzeczy, ale przede wszystkim potrafiący mówić w tak interesujący sposób, że słuchało się ich z wielką radością. Pan dr har. Błażej Brzostek z UW sprawuje pieczę nad wspomnianym projektem, dokonał też konsultacji merytorycznej książki, dr hab. Kazimierz Jurczak z UJ książkę recenzował, natomiast prof. Jerzy Kochanowski z UW reprezentował środowisko historyków, zajmujących się historią współczesną.

Jedno z pierwszych pytań, które w znacznym stopniu wpłynęło na całą dyskusję dotyczyło porównania Warszawy do Bukaresztu. Dr Brzostek stwierdził jednoznacznie, że „obydwa miasta [ale też społeczeństwa] mają podobne problemy, ale odmienną historię”. Wszak Rumunia swoją narodowość tworzyła w XIX wieku, „w sumie od zera”, Polska zaś miała za sobą wiele wieków istnienia. Warszawa od kilku wieków była już stolicą państwa, Bukareszt w XIX wieku dopiero zaczynał - brak dokładnej daty jego lokacji, brak struktury urbanistycznej, nie był też zresztą stolicą…

Warszawa posiada zatem stare miasto (chociaż już dawno straciło znaczenie, to pozostaje jądrem, symbolem miasta), zaś Bukareszt swoją strukture miejską zyskał w XIX wieku (kolejny mały Paryż), przy czym większość miasta – jak zaświadczył dr Jurczak, jeszcze w latach pięćdziesiątych XX składała się z małych rozsianych domków. Prof. Kochanowski przypomniał, że Bukareszt był dopiero czwartą stolicą Wołoszczyzny, w bukareszteńskim dworze (nie pałacu!) rezydował książę wołoski. Wiek XIX i XX przyniosły zatem „nie odtworzenie, a stworzenie struktury miejskiej obecnej stolicy Rumunii”.

Warto tu wspomnieć o ciekawych uwagach dotyczących budynków obcych w strukturze miejskiej. W znajdującej się w rozbiorze rosyjskim Warszawie wybudowano wszak budynki w rosyjskim stylu, przebudowano kilka (vide Pałac Staszica), jednakże stanowiły one nazbyt wyraźną tkankę obcą w mieście i dość szybko zostały zburzone lub zmienione. Tak na dobrą sprawę żadne kojarzące się z Rosją nazwy ulic też zniknęły z planu miasta. Pozostał plac Starynkiewicza, ale to akurat nie dziwi, bo ten prezydent dość dobrze się temu miastu przysłużył. Bukareszt ma w sobie dużo więcej nazw rosyjsko brzmiących. Nie dziwi to, bo przecież Rumunia miała zdecydowanie inną historię, jej konflikty z Rosją były raczej niewielkie.

Dr Brzostek wspomniał, że w Warszawie od czasu Królestwa Kongresowego w architekturze miasta „panował” głównie klasycyzm, Bukareszt jest miastem bardziej eklektycznym. Warszawa mimo posiadania kilku socrealistycznych budynków nigdy nie straciła swojego charakteru, Bukareszt od lat 50. XX wieku miał stać się miastem na wzór Moskwy. Przykładem chęci stworzenia czegoś na wielką skalę jest obecny Pałac Parlamentu, przepotężna budowla, stworzona wyłącznie z rumuńskich materiałów i przez Rumunów, powstało dopiero w osiemdziesiątych latach XX, pokazując gigantomanię Ceauşescu (był prawdopodobnie drugim największym budynkiem na świecie po Pentagonie), ale też miał stać się symbolem potęgi rumuńskiego ludu. Warszawa, poza malutkim w sumie MDM-em, dostała taki specyficzny symbol w postaci Pałacu Kultury i Nauki. Ciekawym spostrzeżeniem podzielił się w tej sprawie dr. Jurczak – „PKiN powstał przy niewielkim naszym udziale. Jedna ręka zburzyła, druga w tym samym miejscu zbudowała. Bukareszteńczycy sami sobie to zrobili, burząc część XIX-wiecznej dzielnicy miasta”, dodając jednocześnie, że zburzono parterowe domki, a nie jak się twierdzi „zabytkową dzielnicę”. Przy czym dodał, że PKiN został „bardziej udomowiony, dość szybko stał się miejscem dostępnym dla ludzi”.

Jeszcze raz wrócę do dr Brzostka, który z kolei zwrócił uwagę na fakt, że PKiN w porównaniu z Pałacem Parlamentu jest z kolei „budynkiem samotnym”, wciąż pojawiają się problemy z placem wokół niego, to też powoduje, że jest bardzo widoczny (chociaż teraz z kilku stron jego widoczność się zmniejszyła z powodu wybudowania w pobliżu kilku wysokościowców). Plac Parlamentu w Bukareszcie jest natomiast „obudowany”, za to poza działającym w nim parlamentem, nie jest używany, jest „budynkiem martym, zatrutym zębem” Bukaresztu, rudniewowski PKiN jest oswojony, ale stanowi w Warszawie coś jak „chore dziąsło)…

Zapewne nie wszyscy wciąż wiedzą, ale wspomniana, specyficzna niska zabudowa Bukaresztu było spowodowała tym, że miasto jest narażone na trzęsienia ziemi. Do największych trzęsień w XX wieku doszło w latach czterdziestych oraz w 1977 i 1999 roku. Twierdza w postaci Pałacu Parlamentu miała być zbudowana w taki sposób, by przetrwać ewentualne trzęsienia.

Wiele jeszcze tematów poruszono, wiele ciekawych zdań i opinii zostało wypowiedzianych. Dyskusję zakończyło i dobrze podsumowało jedno zdanie dr. Jurczaka – „Rumuni to stara nacja, ale młody naród”. Mają zatem przed sobą jeszcze wiele lat kształtowania swojej tożsamości, w tym kształtowania swojej stolicy.

Po dyskusji, pani dyrektor Instytutu Rumuńskiego osobiście sprzedawała omawianą ksiażkę, którą nabyłem, przeczytałem, więc postanowiłem podzielić się wrażeniami w tym oto miejscu.

Ray

232 czytań