Nawigacja

DROP - Generacja Fejm


DROP - Generacja Fejm (2016 House Of Drop)

01. Generacja Fejm
02. Miasto snów
03. Najciemniejsza godzina przed świtem
04. Parada bander serc
05. Mordor
06. Fakt
07. Ty to ja
08. Home
09. Power
10. Punkt
11. Otwórz
12. Who Am I



Skład:
Kryspin Olszowy (wokal)
Rafał Ulicki (gitara, wokal, sample)
Adam Zielewski (gitara)
Piotr Pawęska (bas, wokal)
Marcin Kraszewski (perkusja, wokal)



W bardzo złym momencie dotarła do mnie ta płyta, albowiem nawarstwiło mi się tak wiele pracy, zarówno w pracy zarobkowej, w szkole (tak, tak, zachciało mi się na stare lata…), serwisie mundusowym, że wszystkie albumy, pliki mp3, ale też książki, czy wystawy musiałem odłożyć na rzeczywistą lub wirtualną półkę.

Ponieważ powoli zaczyna się robić spokojniej, zaczynam sięgać po kolejne albumy i spokojnie je przesłuchiwać. W ten sposób trafiłem na krążek zespołu DROP. Zespół z dość sporym hukiem pojawił się na polskiej scenie rockowej, dał sporo koncertów, zaliczając m.in. Jarocin i Lux Fest, wygrał w różnych festiwalowych konkursach. Przyszła zatem pora na zarejstrowanie muzyki na dużym krążku. W 2016 roku grupa weszła do studia Przemysława „Perły” Wejmanna Perlazza Studio, później do Izabelin Studio i wreszcie przekazała fanom swój pierwszy album.

Ponieważ nigdy nie byłem wielkim fanem grunge’u, a pierwsze dźwięki, jakie dotarły do moich uszu nieodmiennie kojarzyły mi się z Jane’s Addiction, czy ciut łatwiej przyswajalnym Perl Jam, odłożyłem ten krążek. Uznałem, że to muzyka nie dla mnie. Po chwili jednak stwierdziłem, że skoro zespół był tak wielokrotnie nagradzany, to w jego muzyce musi tkwić coś, czego - słuchając ze złym nastawieniem - po prostu nie dostrzegam. Zatem spróbowałem kolejny raz, dając się już nieść muzyce, dzięki czemu bez większych problemów przebrnąłem przez cały album. Ale to jeszcze nie było to, jeszcze nie byłem w stanie niczego napisać. Zatem zapuściłem jeszcze raz, tym razem wyłapując grę poszczególnych instrumentów, ze szczególnym uwzględnieniem gitar. I… wreszcie zaskoczyło. Wreszcie znalazłem to coś, o czym mogę spokojnie napisać. Będą to właśnie gitary!

Spojrzałem natychmiast na to, kto stworzył muzykę do tych utworów? No tak, gitarzysta. Bo rozpatrując ten album od strony tego instrumentu, mogę spokojnie napisać, że jest to bardzo dobry album. To album stworzony właśnie po to, by pokazać jak delikatnie, chciałoby się rzec, tylko lekko muskając struny, z bardzo niewielką zresztą częstotliwością, można zrobić coś tak znakomitego. Kolejny już raz potwierdza się opinia, że dobrze wcale nie oznacza dużo. Bo właśnie „mało” stanowi o wielkości tej płyty. Gitara, a właściwie gitary grają niezwykle oszczędnie, od czasu do czasu dając mocniej o sobie znać jakimś potężniejszym uderzeniem, lekkim riffem, częściej solówką. Ale i te ostatnie są oszczędne, raczej łaskoczą niż wbijają w podłogę.

Kiedy skupiłem się na przecudnych gitarach, cała reszta stała się tylko tłem, dodatkiem, ozdobnikiem. Nie znaczy to bynajmniej, że pozostali muzycy odstają od gitarzystów. Nic bardziej mylnego, bo żeby pokazać delikatność, zwiewność gitarowych zagrywek, sekcja wraz z wokalistą nie mogą ich przytłaczać ich swoim ciężarem. Dlatego gra sekcji też jest dość oszczędna, wyważona. Dzięki czemu kompozycje tworzą jeden zwarty, dobrze dopracowany organizm.

Pozostaje wokalista – bardzo charakterystyczny, którego głos i manierę wykonawczą można polubić lub znienawidzić. Kryspin ma warunki i możliwości, z których zresztą bardzo umiejętnie korzysta. Znakomicie radzi sobie z grunge’owymi wokalizami, ale słychać, że dałby sobie radę w wielu stylach muzycznych. Jedynymi zatem problemami, do których można się przyczepić na tym albumie, jest jego maniera oraz… lekkie wibrato, które pewnym osobom może skutecznie przeszkadzać w odbiorze jego wokali.

Teksty są różnej jakości, dotyczą spraw ludzkich, i to raczej współczesnych młodych ludzi, dlatego może nie wszystkie do mnie docierają, być może części nie do końca rozumiem. Niestety nie ma książeczki, z której mógłbym je przeczytać, być może odebrałbym je wtedy trochę inaczej.

Według mnie, album Drop nie jest skierowany dla wszystkich słuchaczy, a raczej do ludzi młodych, do osób, które lubią zagłębić się w postgruge’owe kilmaty, które sa w stanie znaleźć czas, by dać się oczarować delikatnymi zagraniami gitar, które potrafią oderwać się od codzienności i poddać się muzyce. Nie oznacza to, że taka muzyka nie sprawdzi się na żywo. Sprawdzi się, co zresztą zespół już udowodnił. Ale chcąc w pełni dostrzec filigranowość, prostotę, a jednocześnie wielkość gitarowych partii zdecydowanie lepsze będą słuchawki.


Ray
114 czytań