Nawigacja

Zofia Nałkowska - "Granica"

Zofia Nałkowska - "Granica".

Książka i Wiedza, Warszawa, 1986


Chociaż uwielbiam czytać nowe książki, poznawać nowych autorów, odkrywać nowe przestrzenie literatury, to jednak nie wyobrażam sobie, żeby chociaż raz w miesiącu nie sięgnąć po jakiś tytuł sprzed parudziesięciu lat. Bo inaczej się wtedy pisało, inne problemy dotykały określone społeczeństwa. Bo dużą wagę przykładano do staranności słów, dokładności opisów, do stylu. Uwielbiam zatem wracać do lektur, które kiedyś spędzały mi sen z powiek, gdy musiałem z nimi „walczyć”, by nie zawalić oceny z języka polskiego, ale też do tych, których z różnych powodów nie miałem wcześniej w rękach.

Książką, którą w swoich rękach na pewno miałem, którą z nieskrywaną niechęcią przeczytałem, a na pewno była też omawiana na lekcji (niestety już nic z tego omawiania nie pamiętam) jest "Granica" Zofii Nałkowskiej. Przez lata pamiętałem ogólny zarys fabuły, ale nic więcej. Przez wiele też lat brzeg książki "atakował" mnie z półki, aż wreszcie po nią sięgnąłem i nie pierwszy już raz stwierdziłem, jaki byłem głupi, że potraktowałem ją trochę po macoszemu. Bo to znakomicie napisana książka i pod każdym względem. Zarówno fabuły, stylu, opisów życia, charakterystyki postaci i pewnych czasów, ale przede wszystkim opisu ponadczasowych zmagań ludzi ze sobą i z własnym (czasem też cudzym) losem.

Fabuła jest zapewne znana i dość prosta. Młody człowiek z ciut wyższej klasy (Zenon Ziembiewicz) poznaje młodą dziewczynę z tak zwanych nizin społecznych (Justyna Bogutówna). Nawiązuje z nią – z pozoru – niewinny romans. Potem wyjeżdża, zakochuje się w Elżbiecie, wyrusza za granicę, wraca, żeni się z Elżbietą, rodzi mu się dziecko, wreszcie robi też karierę - zostaje prezydentem miasta. Wszystko wydawałoby się zatem układa się znakomicie. Ale pojawia się pewien „kłopot”. Tuż po powrocie z zagranicy Zenon spotyka… Justynę, jej wdzięki i specyficzna „łagodność” powodują, że ulega chuci i przy okazji obiecuje wszelką pomoc. Nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że dziewczyna nie tylko (i nie tyle) potrzebuje jego pomocy, ile najzwyczajniej w świecie zakochuje się w nim. Coraz mocniej wchodzi w życie Zenona i jego rodziny, coraz szybciej zbliża się do granicy psychicznej i fizycznej wytrzymałości, aż wreszcie… Tu oczywiście odsyłam do lektury.

Pomijając samą fabułę, niezwykły język i styl autorki, najbardziej poruszają opisy ówczesnej rzeczywistości, która była ładna tylko na… pozowanych zdjęciach. Bo dzień codzienny tak zwanych zwykłych ludzi to była wieczna walka o przetrwanie. To, w jakich warunkach żyli ludzie, jaki był stosunek jednych (bogatszych) do drugich (biednych) i odwrotnie, oraz jak ówcześnie panujące reguły wyznaczały cały ludzki żywot wydaje się być dla dzisiejszego czytelnika fikcją, opowieścią science-fiction. Kiedy jednak – na przykład czytając właśnie tę książkę - uświadomimy sobie, jak rzeczywiście wyglądała ówczesna rzeczywistość, łatwo chociażby zrozumieć, dlaczego takim poparciem cieszyły się różne lewicowe ideologie.

Społeczeństwo żyło w ściśle określonych ramach (oczywiście każde społeczeństwo w określonym czasie ma takie ramy, my również), które wyznaczały pozycję, postawę życiową, stosunek do innych ludzi. Kiedy czyta się dzisiaj takie opisy, jakże łatwo docenić tę wolność, jaką obecnie mamy (nawet przy jej licznych ograniczeniach i wypaczeniach), docenić możliwości decydowania o swoim życiu, rozwijania zdolności, robienia kariery. Oczywiście nie wszystkim jest to dane w stu procentach, ale już fakt, że istnieje taka możliwość ma wielkie znaczenie. I wreszcie jeszcze jedna, ale jakże zauważalna rzecz. Być może od czasu do czasu razi nas dzisiaj nadmierne „rozpasanie”, albo też tak zwana polityczna poprawność, ale i tak trudno nie odnieść wrażenia, że ilość pozerstwa, ilość zakłamania (dulszczyzny) w stosunku do wcześniejszych lat jest – tak mi się przynajmniej wydaje – zdecydowanie mniejsza.

„Granica” dostarcza sporo kwestii, które po jej przeczytaniu należy rozważyć. Lektura stawia przed czytelnikiem całą masę pytań, otwiera oczy na całą masę spraw. Warto zatem wracać do takiej literatury, by dowiedzieć się nie tylko o przeszłości, ale - w pośredni sposób – docenić to, co mamy.

Ray

175 czytań