Nawigacja

Anna Król - Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego

Anna Król - "Wszystko jak chcesz. O miłości Jarosława Iwaszkiewicza i Jerzego Błeszyńskiego".

Wilk&Król, Warszawa, 2017


Pani Anna Król od paru już lat robi to, co sam – gdybym potrafił – powinienem robić. Pracuje wytrwale na rzecz przybliżenia nam Jarosława Iwaszkiewicza. Ale nie tylko tego znanego jako wielkiego pisarza, ale Iwaszkiewicza – człowieka. Różnie można podchodzić do literatury. Na przykład czytać ją w oderwaniu od autora, ale według mnie, nie da się do końca rozdzielić tekstu od jego twórcy. A już na pewno nie jest to możliwe w przypadku autora „Matki Joanny od Aniołów”, „Brzeziny”, „Sławy i chwały”, czy „Kochanków z Marony”. W prozie, wierszach, dramatach, ale też i innych pismach Iwaszkiewicza widać samego Iwaszkiewicza, widać go, słychać i czuć prawie w każdym jego najmniejszym nawet tekście. Dla mnie jest on najlepszym przykładem tego, jak człowiek może przekazać swoje wnętrze w postaci utworów literackich. Przemycał do nich właściwie wszystkie swoje doznania. A ponieważ nie mógł lub nie wypadało ich wyrażać bezpośrednio przekazywał je w formie zawoalowanej, ubranej w mniej lub bardziej piękne słowa.

W bardzo wielu przypadkach pan Jarosław sam udzielił swoim potencjalnym czytelnikom pewnych wskazówek zostawiając je na przykład w dziennikach, ale też w licznych listach, które na szczeście przetrwały w bardzo dużej ilości. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią wczytywać się w listy innych osób, czasami uważają to wręcz za obrzydliwe wchodzenie w czyjeś prywatne sprawy, za szukanie sensacji. Ale sam Iwaszkiewicz zdawał sobie sprawę, że pisze w nich często to, czego nie może wyrazić w innej formie, na swój sposób sugerował adresatom listów, aby je przechowali, by dać rodzaj świadectwa o nim samym. Sam dbał o swoją korespondencję, można wręcz pomyśleć, że robił to celowo, aby kiedyś, kiedy już go nie będzie, kiedy tak dobre, jak i złe jego cechy, nawyki, postępowania, ocenić już będzie mogła tylko historia, mogli byśmy dowiedzieć się więcej o nim samym. Oczywiście można to uznać za pewien rodzaj ekshibicjonizmu, ale on właśnie takim ludziom, jak ja, jak autorka opisywanej książki nie tylko nie przeszkadza, ale wręcz odwrotnie, cieszymy się bardzo, że mocniej, wiarygodniej możemy poznać człowieka, którego twórczość ma tak duże znaczenie dla nas samych.

Tym razem pani Anna przygotowała do druku zestaw zachowanych listów (kartek, depesz, dedykacji), jakie Iwaszkiewicz pisał do, kto wie, czy nie jedynej, prawdziwej i najbardziej dojrzałej miłości swojego życia – Jerzego Błeszyńskiego. Jeśli ktoś przeczytał drugi tom dzienników pisarza, ten dobrze wie, jak ważną dla Iwaszkiewicza osobą był Błeszyński, jak wiele w nim zmienił, jak bardzo wpłynął na postępowanie wobec innych, ale też - a może, przede wszystkim – na jego twórczość. Kiedy zagłębiamy się w lekturę tych mini opowiadań, jakimi są tak naprawdę te listy, zaczynamy wręcz czuć to samo, co ich autor, zaczynamy inaczej patrzeć na ten „romans”, inaczej rozumieć postępowanie Iwaszkiewicza. Bo wbrew potocznym opiniom, jakie można było usłyszeć wtedy, ale których nie brakuje i dzisiaj, ten związek to nie był tylko związek homoseksualny, bo chociaż „chędożenie”, jak zwykł pisać Iwaszkiewicz, owszem miało miejsce, to – jak w każdym prawdziwym, dojrzewającym związku – było tylko wstępem do czegoś innego, większego i ważniejszego, co ludzie zwykli nazywać miłością. Prawdziwą miłością, która pozwala nam żyć, pozwala tworzyć. I nawet jeśli – jak w każdym związku – pojawiają się w kontaktach między partnerami różne, większe i mniejsze nieporozumienia, wybuchy złości i zazdrości, to jednak owa miłość wciąż spaja ten związek, powoduje, że może on dalej trwać.

Czyta się te listy wręcz z wypiekami na twarzy, i wcale nie z powodu wspomnianych wyżej opisów seksualnych orgii, bo o nich na dobrą sprawę nie ma tam słowa. Czyta się je z wypiekami, bo ukazują piękno miłości, zaangażowania, bo obnażają prawdziwą duszę człowieka. Człowieka niezwykle wrażliwego, który jednocześnie musi zmagać się z całą, otaczającą go rzeczywistością, musi twardo stać na nogach, żeby utrzymać siebie, liczną rodzinę i kupę znajomych, musi robić rzeczy, których nie ma ochoty robić, ale częściowo dzięki temu, ale też pomimo tego wszystkiego, pozostaje wrażliwy na piękno, na doskonałość, pozostaje czuły na słowa i dotyk. Pomimo pozornej, ludzkiej, a w przypadku Iwaszkiewicza jeszcze dość potężnej, męskiej postury, w środku zachował się ciągle młody, ciągle łaknący wielu doznań, otwarty na owe doznania i na innych ludzi, wrażliwy człowiek.

Książka podzielona została na trzy części. W pierwszej jest nieliczna korespondencja z czasów rodzącego się uczucia i bardzo bogata (część listów była pisana nie tylko każdego dnia, ale też kilka razy dziennie) korespondencja z okresu rozkwitu znajomości – miłości. Są wśród tej korespondencji listy miłosne i listy wyrażające złość, wytykające błędy i oszustwa adresata. Ale wszystkie pokazują, jak ważną osobą był Błeszyński dla Iwaszkiewicza, jak ważnych doznań mu dostarczał.

Druga część, zdecydowanie już krótsza, zawiera listy pisane przez Iwaszkiewicza do Jurka już po śmierci Błeszyńskiego. Nie chcąc przyjąć do wiadomości odejścia z tego świata jego miłości, Iwaszkiewicz wciąż pisze listy, adresując je do Surabai, indonezyjskiego miasta, do którego Błeszyński rzeczywiście mógł pojechać, a które po jego śmierci stało się miastem mistycznym, rodzajem raju, w którym kiedyś Jarosław znów spotka swojego Jurka.

Ostatnia, dodatkowa, bardzo krótka część zawiera listy niedatowane, które autorka postanowiła pokazać, a które trudno było jednocznie zakwalifikować jako ciągu dalszy określonej korespondencji.

Mozolna, a jednocześnie wzorcowa to praca, jaką wykonała pani Anna. Tę książkę, ze względu na samą jej treść, jak i na sposób jej przygotowania i wydania warto mieć zawsze pod ręką, by czasem w trudnych chwilach, jakie przeżywać możemy w naszych związkach, sięgnąć po nią, naładować się szczęściem i pocierpieć trochę z Iwaszkiewiczem, ale też by umocnić się w przekonaniu, że warto kochać. Mimo wszystkich przeciwieństw.

Ray

101 czytań