Nawigacja

Hanya Yanagihara - Małe życie

Hanya Yanagihara - "Małe życie".
tłum. Jolanta Kozak, WAB, Warszawa, 2016


Książka „Małe życie” zyskała miano „najgłośniejszej amerykańskiej powieści 2015 roku”. Nie wiem, czy rzeczywiście stała się najgłośniejsza, czy trafiła pod liczne strzechy, ale na pewno zdobyła uznanie krytyków literackich, była też nominowana do licznych nagród. Ja mogę tylko napisać, że absolutnie się zgadzam z pozytywnymi opiniami na jej temat. Bo powieść to napisana z wielką wprawą, dobra pod każdym właściwie względem, objętością nawiązująca do powieści z XIX wieku, za to fabułą bardzo mocno tkwiąca w obecnych problemach naszego świata - aczkolwiek ten problem wcale nowy nie jest, a tylko głośniej się o nim mówi.

Bo to książka o wykorzystywaniu małoletnich. O tym, jak takie wykorzystanie wpływa na późniejsze zachowania, na późniejsze życie człowieka. A wpływa w bardzo poważnym stopniu. Ukształtowane za młodu lęki, destrukcyjne sposoby radzenia sobie z nimi, ucieczka od ludzi i świata, nieumiejętność przyjmowania pomocy od innych, powodują oddalenie się takiej osoby od ludzi, nieumiejętność adaptacji, brak zrozumienia dla działań innych osób. Bo traci się zaufanie, bo w każdej osobie, w każdym postępowaniu można dopatrzyć się potencjalnego wykorzystywacza.

Bohaterami, liczącej sobie ponad osiemset stron powieści, jest czwórka przyjaciół. Zapoczątkowana w czasach szkolnych przyjaźń, chociaż przechodziła różne fazy, przetrwała do samego końca. Bo wzorem powieści z XIX i początku XX wieku, Hanya Yanagihara prowadzi nas przez prawie całe życie bohaterów książki, od młodości do śmierci. Nie skupia się tylko na wycinku ich życia, ale stara się ukazać to życie w całości, dzięki czemu w znacznie większym stopniu udało jej się pokazać, jak bardzo, na jak długo doznane w młodości doświadczenia wpływają na życie zarówno tego człowieka, który doświadczył molestowania, jak i tych, którzy próbowali z tak doświadczonym człowiekiem żyć w latach późniejszych.

Z racji owych doświadczeń, na głównego bohatera powieści wyrasta Jude St. Francis – człowiek doświadczany niczym Hiob, który jednak był w stanie „wyjść na ludzi”, stał się wziętym prawnikiem, a jednocześnie całe swoje życie żył przeszłością, która nie pozwalała mu na „normalne” funkcjonowanie w świecie. Celowo napisałem słowo „normalne” w cudzysłowie, bo książka – poza licznymi innymi pytaniami – stawia właśnie i to pytanie: czym jest normalność? Na szczęście, autorka nie próbuje w żaden sposób nam niczego wykładać, niczego udowadniać, opisując pewne zdarzenia tylko sugeruje nam pewne problemy, tylko podsuwa pewne pytania. Odpowiedzi na nie musimy poszukać sami. Bo nic w życiu nie jest jednoznaczne, bo nie ma spraw, problemów, których – przynajmniej teoretycznie – nie da się pokonać, ale są też takie doświadczenia, nad którymi zapanować się nie da. W takich wypadkach oczywiście duże znaczenie ma konkretna osoba i towarzyszący jej przyjaciele i rodzina.

Jude przeszedł w swoim życiu bardzo wiele. Od najmłodszych lat był wykorzystywany fizycznie i psychicznie, co spowodowało, że zamknął się w sobie, zamknął się na innych, swoje problemy rozładowywał tnąc się żyletkami. Nawet wtedy, kiedy spotkał prawdziwą przyjaźń i prawdziwą miłość, nie potrafił sobie z nimi poradzić. Sam sobie wmawiał, że nie da rady, sam był na siebie wściekły, że niszczy wszystko i wszystkich wokół siebie, ale nie był w stanie zmienić swojej natury. Nie był wstanie zmienić autodestrukcyjnych działań.

Na drugoplanową postać wyrósł Willie – przykład człowieka, który poświęcił całe swoje życie pomocy drugiemu człowiekowi. Wcale nie musiał, wszak był samodzielny, zrobił wielką karierę jako aktor filmowy, a jednak nie był w stanie zostawić Jude’a samemu sobie. Dbał o niego od kiedy tylko się poznali, z czasem uznał, że przyjaźń zamieniła się w prawdziwą miłość. Starał się robić wszystko, by Jude w miarę normalnie funkcjonował, by nie niszczył swojego ciała, by dostał w końcu od życia to, na co zasłużył. Jeśli nawet ta chęć opieki zrodziła się z potrzeby nadrobienia tego, co w jego mniemaniu zawalił w młodości względem brata, później stała się jego codziennością, normalnością, której nie potrafił się pozbyć.

Pozostała dwójka przyjaciół, to architekt Malcolm (znakomicie wyłapujący potrzeby Jude’a, nawet te, o których on sam nie ma pojęcia) oraz JB – malarz, który za podstawowy obiekt swoich prac uznał ich czwórkę, ze szczególnym uwzględnieniem Jude’a (co oczywiście wywoływało między nimi konflikty). Wreszcie pojawiają się Harold i Julia, były nauczyciel Jude’a i jego małżonka, którym też bardzo zależało na tym, aby Jude poczuł się potrzebny, aby zerwał z niszczącymi jego ciała i umysł działaniami oraz Andy - lekarz, który opiekował się Judem przez całe lata.

Już i tak sporo napisałem, zatem pora przestać. Zachęcam gorąco do sięgnięcia po te osiemset stron. Chociaż od czasu do czasu może męczyć nadmierna powtarzalność sytuacji, to jednak czyta się tę książkę bez chęci odłożenia jej chociaż na moment. Sprawnie opisane życie Jude’a i pozostałych chłopaków, znakomite ujęcie ich psychologicznych profili, brak nadmiernego zaangażowania emocjonalnego autorki powoduje, że czyta się tę książkę z wielką radością, z jednocześnie rodzącym się buntem wobec ludzi, którzy w taki okrutny sposób potrafią krzywdzić innych. To poważny głos w sprawie molestowania nieletnich, ale też miłości homoerotycznej, kwestii rasowych, wspomnianej już normalności życia i w życiu, dostosowania i niedostosowania społecznego, dobra i zła.

Ray

134 czytań