Nawigacja

Ostatnie artykuły































INSTYTUT SŁOWACKI/ WARSZAWA

Rudeboy/ Bielsko-Biała


- 02.06.2017 - Backfliping Dog, Six-Score
- 03.06.2017 - Rap&Roll Festival
- 05.06.2017 - Moka Only
- 09.06.2017 - Shvpes
- 10.06.2017 - Helroth, Radogost, Runika, River of Time
- 12.06.2017 - Void Inn, Skandal
- 16.06.2017 - Pro8l3m, Włodi
- 19.06.2017 - Sepultura
- 22.06.2017 - Afu-Ra
- 23.06.2017 - BB Froggers, Paranoica, Borderline, Demeted
- 30.06.2017 - Booze & Glory




- 01.07.2017 - Nuclear, Conflicted, Nuclear Holocaust, Consumer

- 22.07.2017 - Walk + Czad Party

- 28.07.2017 - Animus Mortis

- 29.07.2017 - Skapearda & Kompromitacja

Nawigacja

2017.01.26 - Powidoki awangardy. Strzemiński i uczniowie

Powidoki awangardy. Strzemiński i uczniowie.
Piękna Gallery, Warszawa (26.01.2017)


Ostatni film Andrzeja Wajdy, opowiadający o ostatnich latach życia Władysława Strzemińskiego spowodował nagły wzrost zainteresowania twórczością jednego z najważniejszych mistrzów polskiej sztuki współczesnej. Nazwisko Strzemiński, znane do niedawna tylko miłośnikom sztuki, trafiło do szerszego grona odbiorców. Mam nadzieję, że ta „moda” przełoży się na rozwój zainteresowania tak zwaną sztuką współczesną u wielu ludzi. Na pewno przełożyła się na działania galerii, które „płynąc z prądem” mogą teraz pokazać prace mistrza, jeśli tylko mają je w swoich zbiorach. Nawet wtedy, gdy dzieł jest tylko kilka i to wcale nie z najwyższej półki. W takich zwłaszcza przypadkach ważne jest jednak, żeby te prace nie tylko pokazać, ale pokazać w odpowiedni sposób, żeby ich niewielką ilość „przykryć” tak dobranymi pracami innych twórców, że całościowo stworzą interesującą wystawę, która poza krzykliwą nazwą, rzeczywiście ma coś do zaoferowania.

Według mnie taka sztuka udała się warszawskiej Piękna Gallery, która mieści się przy ulicy Pięknej tuż obok Placu Konstytucji, a do której trafiłem po raz pierwszy (przyznaję, że nie było to wcale takie łatwe…) i – mam nadzieję, że nie ostatni.

Prezentowana w galerii wystawa została zatytułowana „Powidoki awangardy. Strzemiński i uczniowie”, a za motto przyjęła fragment o powidokach, zaczerpnięty z „Aspektów rzeczywistości” Strzemińskiego. Jak wspomniałem wyżej, prac głównego bohatera jest zaledwie kilka, parę szkiców bardziej, niż gotowych rysunków i trzy tempery „Kłosy”, „Żniwiarki”, „Pejzaż”. Bardzo niewiele, do tego ze śladową ilością charakterystycznych dla niego powidokowych „puzzli”. Ale i na tych niewielkich pracach da się wyłapać niesamowitą moc jego talentu, niesamowitą, tajemniczą, wyjątkową kreskę.

Niedosyt prac Strzemińskiego został za to uzupełniony przez dość liczne prace jego uczniów, ze szczególnym uwzględnieniem Stefana Krygiera (1923-1997), którego dzieł jest chyba najwięcej i który najbardziej wydaje się pozostawać pod wpływem swojego mistrza. Jego prace sprawiają wrażenie uzupełnienia, pewnego rozwinięcia pomysłów Strzemińskiego. Dlatego tak bardzo wydają się podobne, a jednocześnie inne. I do tego równie mocno oddziałujące na oglądającego. Przynajmniej na mnie.

Na wystawie możemy zobaczyć poruszające, ciekawe prace, od najbardziej zbliżonego do twórczości mistrza „Pejzażu z Bierutowic”, po bardziej przetworzone obrazy, jak „Konstrukcja siedząca”, czy „Akt siedzący” (obydwie prace z lat czerdziestych), po przywodzące na myśl grafikę komputerową obrazy „Akty symultaniczne” lub „Symultanizm formy” z lat dziewięćdziesiątych XX wieku.

Kolejnym uczniem (później asystentem) Strzemińskiego był Stanisław Fijałkowski (1922). Mnie najbardziej poruszyły niezwykle proste, a jakże przemawiające, lekko melancholijne, ale bardzo wymowne prace, jak „Pejzaż z Bierutowic” (1949), „Młody człowiek planuje podróż” (1973), czy „Żywa mandala” (1962). Z kolei prace Judyty Sobel (1924-2012), które znalazły się na wystawie, to głównie pejzaże, oczywiście nie będące bezpośrednim odwzorowaniem rzeczywistości, a jednak „prawie” rzeczywiste, takie właśnie „powidokowe”, bardzo ciepłe i liryczne.

Wreszcie dwaj kolejni uczniowie Strzemińskiego to Antoni Starczewski (1924-2000), którego ceramiczne „Kartofle” wręcz chciałoby się wziąć do ręki i spróbować, oraz Lech Kunka (1920-1978), który inspiracje mistrza poddał największych przekształceniom, zachowując jednocześnie ład, porządek, delikatność i niedopowiedzenie prac Strzemińskiego.

Warto wybrać się do galerii, by zobaczyć te prace razem, by zauważyć, jak silne piętno na swoich uczniach wywarł mistrz Strzemiński, a jednocześnie, jak nauczył ich, by szukali własnych dróg, by sami doświadczali własnych powidoków, którymi podzielili się w formie prac z oglądającymi. Teraz – dzięki wystawie - z nami.


Ray
192 czytań