Nawigacja

2014.04.13 - Krótka historia świata - w skróconej wersji

Cuda się dzieją ostatnio. Przez ostatnich parę lat byłem tylko kilka razy w teatrze, a tu dopiero kwiecień, a ja już drugi raz w tym roku zagościłem w sali teatralnej. Z całą rodzinką udaliśmy się w dniu wczorajszym na spektakl „Historia świata – w skróconej wersji” grany na Scenie Współczesnej na Jezuickiej. Nie jest to spektakl nowy, bo premierę miał w 2012 roku. Ale musi cieszyć się sporą popularnością, skoro wciąż jest grany obok dwóch innych (jeszcze starszych) spektakli, tj. „Dzieł wszystkich Szekspira” i „Biblii – w skróconej wersji”.

Jak należy się spodziewać już po samym tytule, nie jest to spektakl dla smutasów. Grany na pograniczu kiczu i kabaretu, w wybiórczy, ale całkiem ciekawy i udany, bardzo prześmiewczy sposób opisuje historię ludzkości, ze szczególnym uwzględnieniem miłości owej ludzkości do permanentnego ustalania (i przeżywania) końca świata. Tych końców było już wiele i zapewne wiele jeszcze powstanie, a tylko nikt nie chce zauważyć, że pewne stałe są niezmienne, jak to, że wszystkimi ludźmi rządzi kilku białych ludzi (ostatnio nie do końca…), że wciąż trwają wojny na bardzo różnym tle, że pogłębiają się różnice między biednymi i bogatymi. Szkoda, że nie zapamiętałem tych słów w ich pełnym brzmieniu (chociaż ten fragment jest wielokrotnie powtarzany przez aktorów), albowiem od lat nic się nie zmienia, te hasła pozostają aktualne.

Na scenie prezentowanych jest sporo, czasem dość odważnych i obrazoburczych tekstów i sytuacji, które wyśmiewają na dobrą sprawę wszystko i wszystkich. Ale dzięki temu fantastycznie pokazują absurdy, jakimi żyli, żyją i pewnie dalej będą żyć ludzie. Nie ma możliwości, by zapamiętać wszystkie skecze i piosenki, ale kilka mi utkwiło w głowie. Świetna jest scena, gdy syn pary Majów odrabia pracę z astronomii i gdy dochodzi do dnia 21 grudnia, jedno z rodziców stwierdza: „wystarczy na dziś”. A potem znaleziono taką tabliczkę i wywiedziono, że to zapewne data końca świata. To prosty, banalny przykład tego, jak mogą powstawać teorie o końcu świata. To również dobry przykład, czego można się spodziewać po spektaklu, brawurowo zagranym przez trójkę aktorów: Jarosława Domina, Łukasza Mateckiego, Marcina Piejasia.

Poza Majami, mowa jest o mistrzach renesansu (i ich odmiennych potrzebach seksualnych), dostajemy skróconą wersję Trylogii Sienkiewicza, jest o zapracowanym Napoleonie (świetny numer z telefonem), jest konkurs tańca z udziałem Einsteina i Skłodowskiej, przecudną pieśń o miłości wykonują Hitler i Stalin z gościnnym udziałem Mao, jest o hipisach, podboju kosmosu (spotkanie z jednym z Teletubisiów). A całość kończy wielki protest song, zaśpiewany do hymnu Unii Europejskiej. Mocne zakończenie z prostym, mocnym tekstem oburzonych wobec rządzących, Chociaż nie jestem miłośnikiem tłumów, to jednak czasami mam wrażenie, że powinno się dobrać pewnym odpowiedzialnym ludziom do d…, żeby rzeczywiście stali się bardziej odpowiedzialni!

Chociaż można by się czepiać, że teksty są nierówne, że wybrano tylko te, a nie inne fragmenty historii, że jest czasem za rubasznie, to jednak spektakl się broni. Ot choćby dlatego, że kpi równo ze wszystkich, bo zawsze i wszędzie ludzie byli i będą tylko ludźmi, i zawsze robili sobie dobrze, a innym niekoniecznie. Bez względu na słowa, jakimi się posługiwali. A poza tym „Pan (i tak) ma swój plan!”

Ray

Historia świata – w skróconej wersji – Scena Współczesna/ Warszawa
scenariusz/ reżyseria: Włodzimierz Kaczkowski

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu raymundus.pl w dniu 14.04.2014 r.

397 czytań