Nawigacja

Starotestamentowo - kolejna recenzja dwóch filmów z 31 WFF

W ramach 31 WFF dane mi było obejrzeć także dwa filmy w jakiś sposób
korespondujące” ze sobą przez Bałtyk: polskiego „Klezmera” w reżyserii Piotra Chrzana i fińskie „Przebaczenie” Petri Kotwicy. Wniosek z nich płynie pouczający: żadna religia nie jest w stanie sprawić, byśmy zachowali się przyzwoicie, jeśli sami w swoim sumieniu nie znajdziemy powodów, by zachować się jak człowiek-człowiek, a nie człowiek-produkt i narzędzie ewolucji.

Oba obrazy zgoła niewesołe. Oba stawiają pytanie o to, kto zły, czy zły zawsze i w ogóle, czy zły przez przyzwolenie na zło. Czy złe jest ratowanie siebie, gdy wydaje się, że innych uratować już nie można? A nawet jeśli nie ma już dla nich nadziei – czy słusznym/moralnym/godnym/ sprawiedliwym jest oszukiwanie tych, którzy ich kochali? Kotwica zadaje te pytania, ale chyba nie po to, żebyśmy się nad tym zastanawiali, bo postać pastora, brnącego w kolejne kłamstwa wobec siebie, swoich najbliższych i wszystkich innych, jest przedstawiona tak płasko i jednowymiarowo, jak to tylko możliwe.
Po Laurim ani przez ułamek sekundy nie widać żadnej rozterki czy wahań, jest absolutnie pewny, że postąpił właściwie. Mimo, że naprawdę nie wiemy, jak byśmy się zachowali w jego sytuacji, od pierwszej chwili darzymy go szczerą, bezinteresowną antypatią. Szansy na to, by poruszyć sumieniem Lauriego, reżyser nie daje także jego żonie, Kii, choć przez chwilę, na początku, wydaje nam się, że tak właśnie będzie. Mimo jej prób okazuje się jednak, że oboje są na to zbyt słabi. W rezultacie bohaterką, w każdym sensie tego słowa, staje się inna kobieta. I choć ona także podejmuje decyzję co najmniej kontrowersyjną, jest w tym, co robi, bardzo przekonująca i autentyczna.

Grająca postać Hanny Mari Rantasila kradnie film dwójce głównych aktorów, i robi to w świetnym stylu, w porównaniu z nią Laura Birn (Kia) i Aero Aho (Lauri) są na ekranie autentyczni jak papierowa wycinanka. Dobrze jeszcze chociaż, że rozgrzeszenie nie przychodzi tak łatwo i nie wiadomo, czy w ogóle nadejdzie. I właśnie w ostatniej scenie, wtedy, kiedy nie pojawia się w kadrze, Kia wreszcie pokazuje charakter.

Tak samo silne kobiety mamy w „Klezmerze” Piotra Chrzana, choć każda z kobiecych postaci w tym filmie jest odważna inaczej. Maryśka (Weronika Lewoń) – bo nie przejmuje się opiniami innych (a to nie lada odwaga, wszak akcja filmu toczy się w środku wojny, w 1943 r., wśród polskich chłopów), bierze sobie od życia tyle i wtedy, ile i kiedy to możliwe, Hanka (Dorota Kuduk) – bo ma ma sumienie i robi z niego użytek. Umierający żydowski zbieg z transportu działa na tych, którzy go znajdują, jak katalizator – z każdego wyłazi to, co w nim ukryte najgłębiej. Przedziwna mieszanka głębokiej i powierzchownej wiary, przesądów, poglądów, strachów i kompleksów powoduje ludźmi, którzy nagle stają przed wyborem: posłuszeństwo wobec władzy, choćby wstrętnej i narzuconej (oraz związana z tym gratyfikacja) lub usłuchanie głosu sumienia, okazanie zwykłego współczucia (mimo świadomości ceny, jaką może się za to zapłacić). Zaraz, zaraz… Brzmi znajomo? Ewangelicznie nieco? No właśnie. Tyle że w ewangeliach jest jakoś prościej.

Po seansie zadano reżyserowi pytanie, czy jest gotowy na falę hejtu, podobną do tej, jaka wezbrała w przypadku „Pokłosia” czy „Idy”. Pytanie nieco bezpodstawne, a nawet kompletnie bez sensu. Owszem, mamy tu polskich chłopów przeliczających „żydka” na złote, ale przecież i takich jak Hanka i Michał, którzy decydują się go jednak uratować, choćby i żywiąc po cichu nadzieję, że jeśli się uda, skapnie człowiekowi co nieco. Może jestem misiem o małym rozumku, ale to chyba nie jest to samo: wziąć pieniądze za wydanie kogoś na śmierć i wziąć je za uchronienie go od niej, niechby nawet niepewne i nie na długo, w dodatku ze świadomością, jak wiele się ryzykuje. Wszystkim, którzy chcieliby posądzić ten film o antypolskie przesłanie, polecam serdecznie wytrzymanie do jednej z ostatnich scen. W rolach głównych: Hanka, Witek, wóz z klezmerem i pytanie, czy liczy się dźwiganie nie swojego krzyża. Ale odpowiedź to już chyba nie na tej stronie...

JB

730 czytań